Zanim przejdę do opisywania konkretnych win, tych ulubionych i tych, które szczerze odradzam, na wstępie trochę o moich winnych upodobaniach. Są one wynikiem moich 15-letnich doświadczeń w próbowaniu przeróżnych win, więc z pewnością nie są wyssane z palca, nie są takie bo jest jakaś moda, a wynikają z wieloletnich poszukiwań smaków, które oceniam najwyżej. Z winami jest trochę jak z samochodami – jeżdżę takim na jakie mnie stać i zostaje mi co najwyżej pooglądać Top Gear, aby nacieszyć oko jakimi to super furami rozbijają się arabscy szejkowie (z drobną różnicą, że szejkowie kupują takie fury dzięki wzięciu doli od każdego mojego tankowania). Niestety dobre wino odpowiednio kosztuje, żaden winiarz nie sprzeda doskonale zbudowanego wina za pół darmo, zwłaszcza w sytuacji stale rosnącego światowego popytu na wino. Po prostu za jakość się płaci, co w dzisiejszym świecie jest raczej oczywiste. Inna sprawa to odpowiednia cena za odpowiednią jakość, tu już jest o czym rozmawiać, temat bardzo szeroki. Ale do konkretów. Być może wina francuskie są dobre, ale za tę jakość trzeba zapłacić. W najnowszym zestawieniu najlepszych win świata (według magazynu Wine Spectator) top of the top została hiszpańska rioja (Rioja Imperial Gran Reserva 2004), która według tego magazynu kosztuje 63$, drugie miejsce zajął francuski Château Canon-La Gaffelière St.-Emilion 2010 wart 103$. Naturalnie nie są to najdroższe wina w rankingu, na miejscu 98. jest francuski Château d’Yquem za równe 150 dolców (tuż za nim, na miejscu 100. toskańskie wino za 10$). Kwestia cen jest oczywiście bardzo umowna, spróbujcie kupić to pierwsze wino z rankingu za tę cenę (jedyne co znalazłem w necie to papiery wartościowe pod Imperiala, spróbować go się na razie nie da). Ale wracając do wątku – dobre wino francuskie nie jest tanie, wina z innych części świata mają równie doskonałą jakość i zazwyczaj są tańsze. Skoro nie widać różnicy to po co przepłacać, jak mówi reklama, i jestem tego gorącym zwolennikiem. Francuskie wina piję od wielkiego święta, zazwyczaj gdy chcę się utwierdzić w przekonaniu, że wina z innych regionów smakują mi bardziej. A jakie to regiony? Przede wszystkim moja największa miłość – Chile. Poświęcę temu regionowi kilka następnych wpisów. Cenię też Hiszpanię, mają doskonałe wina, choć sporo jest też tych słabszych. O Hiszpanii będzie również więcej za jakiś czas. Do win włoskich mam stosunek dość ambiwalentny, piłem kilka (dosłownie) win bardzo dobrych, trochę przeciętnych i rzeszę słabych. Nie zamykam się na Włochy, bo na pewno produkują również wina dobre, ale cały czas szukam czegoś, do czego warto by wracać i co byłoby stale dostępne. Coś ciekawego można wyszukać w USA, RPA czy Australii, ale nie są to moi faworyci. Ponieważ częściej wybieram wina czerwone niż białe, wina z takich krajów jak Grecja, Niemcy, Izrael czy Węgry bywają w mojej winiarce stosunkowo rzadko. Argentyna bywa nieco za ostra w smaku, dlatego nie znam jej zbytnio, ale na pewno nie będę jej omijał w dalszych poszukiwaniach smaku doskonałego.

Podsumowując, tak jak Porsche, Bugatti czy Aston Martin są furami z najwyższej półki i zdecydowanie przeciętne auto im nie dorównuje, tak samo jest półka win wybitnych, francuskich czy hiszpańskich, które pooglądać można co najwyżej w Wine Spectator. Uważam, że kategorii win, które są w zasięgu przeciętnego ich miłośnika, generalnie najciekawsze pochodzą z Chile.